czwartek, 29 grudnia 2022

Bzdety kotlety 1 -Jestem mamą

 Jestem mamą i na Boga zastanawiam się jak inne kobiety to ogarniają bo ja nie ogarniam. Totalnie nie daje rady opanować ten chaos. Drę się jak opętana to tylko skutkuje płaczem mych pociech i tym że żre na potęgę z poczucia winy. Jak tak dalej pójdzie to będę musiała uważać żeby nie zanieść mych córek jak kręgle gdy będę się między nimi toczyć. Ratunku! Nie nie dla mnie tylko dka nich że mają taką wyrodna mamusie.  

piątek, 23 listopada 2018

Niby czano-białe

To już rok.... Rok zmian ale bez większych zmian... niby wszystko jest takie proste... takie czarno białe... tylko, że tak naprawdę ani czarne ani białe... tylko szare...
Co nie oznacza, że nie dobre... zwyczajność potrafi ukoić stargane nerwy... tylko czasami wybuch płaczu bo nie umiem rozłożyć styropianu... Nie pytajcie budowa... coś co mnie zajmuje,,, na całego... nie żebym się przy niej nadwyrężała... Dużo mówię ale mało robię...
Ale kocham ten domek, to on daje mi życie... i szansę na pozbycie się szarości...
Może wprowadzę trochę zielonego... na ściany mojej nowej sypialni... już niedługo...


poniedziałek, 27 marca 2017

No i wywalili mnie

Wywalili mnie z roboty! 

Wiem wiem to nie koniec świata, może trafie do lepszej firmy, tu nie miałam rozwoju...
A wszystko to bzdety bo czuje lekką panikę... 
I nawet nie boje się tego, że nie znajdę sobie pracy, bardziej boję się, że znajdę i jej nie podołam. Nie ma nic gorszego jak poczucie, że sobie nie radzisz. A niestety na początku nie jest łatwo... a nawet trudno i nawet nie chodzi o samą pracę ale o stosunki międzyludzkie... hierarchie w firmie i całą tą otoczkę. O fakt, że trzeba być miłym i uśmiechać się i nie można od razu na początku sobie pomarudzić ale mi się nie chciało dziś przyjść... bo nowemu nie wypada...
I jeszcze to mizdrzenie się na rozmowie kwalifikacyjnej... i pokazywanie się w kryształowym świetle mimo, że nie jestem kryształowa. To nie to, że udaje na rozmowie. Ja naprawdę wiem, że jestem dobra a w pracy daje z siebie wszystko... ale na boga nie jestem poliglotką i nie zjadłam wszystkich rozumów! Za to szybko się uczę i mi się CHCE! Natomiast zdaję sobie sprawę, że powiedzenie czegoś takiego na rozmowie bez rozwodzenia się na temat jakie to mam doświadczenie nie wystarczy!
Cholera...

czwartek, 2 marca 2017

Wiosna, wiosna ach to Ty!

Dziś jest dobrze...
To pewnie to słońce, które w ostatnim czasie przebiło się przez chmury... Nie dziś go nie ma ale ja lubię taką dobijającą pogodę... Jest dobra.. Do tego jeszcze piosenka "Żegnam Was już czas..." 
Fajna może trochę mało wiosenna ale co z tego... odprężająca..
Wiosna pobudza... choć u mnie pobudziła do życia "wiosenne zmęczenie" Kurcze nawet nie widziałam, że takie jest ;)
Dziś jest dobrze pomimo... pomimo tego co się dzieje w domu... wiecie takie tam perypetie zdrowotne rodzinki.. Trzeba się na tym skupić a nie na sobie...
Myślę, że człowiek który ma faktycznie duże problemy w domu, w życiu gdy od jego wyborów zależy jakość życia innych nie skupia się na swoich wewnętrznych zmorach i radzi sobie lepiej niż ten żyjący w "normalności" i zastanawiający się nad tym co go dziś przytłacza...
Nie wierze zaraz będzie pierwsza wiosenna burza!!!
Kocham to! KOCHAM BURZE!!!
Chyba dlatego, ze to zjawisko jest wyrazem tego co dzieje się we mnie... w środku ale burza jest na zewnątrz i przekracza swoim ogromem wszystko!!!

wtorek, 7 lutego 2017

To nic...

To nic... że wszystko jest takie... No waśnie nie nie wiem jakie... Wszystkie te dni jakby zmemlane... Tylko czasem przeblyski świadomości i ta ciągła huśtawka nastrojów. W jednej chwili śmieje się to utraty tchu a w drugiej rzucam gromami i tylko szkoda mi tych którzy muszą to znosić... Najgorsze są momenty lewitacji... obezwładniające...

sobota, 28 stycznia 2017

Śmiech...

Ot taka głupia sytuacja... Wszyscy płaczą ze śmiechu.... ja też się śmieje... i płaczę... ale dlatego, że tego nie czuje...
Kiedyś śmiech był wyrazem nieposkromionej radości... dziś drobnymi przebłyskami życia, czasem udawanego ale życia... Najgorsze jest to, że gdy się śmieje tak naprawdę to często myślę, czy aby to jest prawda, czy naprawdę tak szczerze to mnie rozbawiło... Dawniej nie analizowałam swojego śmiechu po prostu albo się śmiałam albo nie... Właśnie tą prostotę życia utraciłam na poczet moich psychologicznych samoanaliz... Teraz życie upływa mi na analizach a nie na życiu... takim prawdziwym życiu...

Gra w udawanie...

Siedzę przy stole, niby tu jestem niby rozmawiam... Ale mnie tu nie ma... jestem gdzieś obok... i tylko te małe momenty nieuwagi mnie zdradzaja...
To dziwne bo gdyby kłos obserwował mnie tak z boku to pewnie by pomyślał że żyje w innym świecie... Ostatni raz gdy tak o kimś pomyślałam, że niby tu jest ale myślami błądzi już gdzieś indziej to pomyślałam to o mojej babci.... Następnego dnia zmarła... Ja też boję się, że powoli umieram...